Archiwa kategorii: Polish Route

Polish Route od kuchni

W Polish Route jak w garncu… Czasami ciśnienie rośnie i jest niestabilnie, a czasami się grzecznie dusimy na małym ogniu.

Zewsząd jesteśmy ostrzeliwani jednym pytaniem. Niewinne, proste pytanie, które niesie ze sobą moc sprawczą, moc twórczą, ale również niszczycielską. Pytanie, które ciągle pada z ust zainteresowanych losem polskiego przekładu Katawy Shoujo: kiedy wydacie to tłumaczenie?!

Tłumaczenie oficjalnie ruszyło 9 marca 2013. Rozdzieliliśmy wtedy skrypt aktu I według dni tygodnia tak, że jeden dzień przypadał na jednego tłumacza – oczywiście z czasem pojawiły się nowe twarze, więc na niektóre dni tygodnia było kilkoro tłumaczy.

Z początku do zarządzania tłumaczeniem korzystaliśmy z Dropboxa. Wydawało się to bardzo dobrym rozwiązaniem (okaże się, że jednak nie). Każdy tłumacz miał wtedy swój własny folder i nie miał dostępu do folderów reszty.

1

Folder Dropboxowy reddockasw.

Dostęp do wszystkich folderów miały dwie osoby – Sedinus, jako szef nad szefami, oraz Funcik, który tym wszystkim zarządzał.

2

Drobna sugestia od Funcika – protoplasta korekty.

Samo tłumaczenie szło całkiem sprawnie. Swój wtorek oddałem „gotowy” już po sześciu dniach, pozostali tłumacze oddawali w podobnym terminie.

Poradziwszy sobie z tłumaczeniem, musieliśmy zająć się korektą. Bo – musicie wiedzieć – przetłumaczyć da się wszystko, kwestią tylko pozostaje, jak to zostało przełożone.

Na Dropboxie wyglądało to tak, że każdy robił sobie, co chciał, tzn. tworzył plik z uwagami, wrzucał go utworzonego specjalnie w tym celu folderu Korekta i… czekał. Czekał, aż osoba, która tłumaczyła plik, cokolwiek odpowie na te uwagi, bo w gruncie rzeczy nie musiała.

3

Korekta poniedziałku Sedinusa. Warto zwrócić uwagę na niekompletny raport Xerbera – już na zawsze pozostanie taki…

Forma korekty była naprawdę luźna i nie do końca sprecyzowana. Mogły to być na przykład screenshoty z gry:

4

Albo też plik tekstowy. Początkowo były to wielkie pliki zbiorcze dla danego dnia w skrypcie, do których każdy mógł się dopisywać:

5

Korekta czwartku Funcika.

Chyba każdy może z łatwością dostrzec, jakie wady niesie taki system – przede wszystkim bałagan, a po drugie sam fakt nadpisywania sobie pliku oraz łatwość przeoczenia nowo wprowadzonej uwagi.

Z tego powodu przedsięwzięliśmy, że każdy dzień tygodnia dostanie osobny folder, a uwagi każdej z osób lądują w oddzielnym pliku. Oczywiście sama zawartość pliku nie była ściśle określona. Poniższe screenshoty pokazują również, że jakakolwiek zmiana w nieswoim pliku była kompletnie zakazana – w uwagach należało zamieszczać przecinki czy literówki. W późniejszym czasie takie rzeczy zaczęły być poprawiane na miejscu.

6

Moja korekta środy.

7

Funcikowa korekta środy.

8

Korekta poniedziałku Galla Anonima.

Ostatni przykład pokazuje również, że zdarzało się, że ktoś sobie skorektował plik i się nie podpisał – z kim wtedy konsultować taką korektę?

Stan taki utrzymywał się dosyć długo, bo do wakacji 2013. Wtedy to na testera zgłosił się Mader Levap. Początkowo miał być tylko testerem – odpalał grę dwa razy i porównywał angielskie tłumaczenie z polskim. Problem był taki, że gdy zaczynało się grę od z góry wybranej sceny, to wybór był dokonywany automatycznie, przez co często w polskiej wersji dokonywany był inny wybór niż w angielskiej wersji. Mader poprosił więc o skrypt nieskompilowany, żeby mógł przeglądać sobie w edytorze tekstowym. A gdy dowiedział się, że korzystamy z Dropboxa, załamał ręce…

Mader wprowadził SVN. Za jego słowami jest to system kontroli wersji, który ułatwia pracę nad plikami w projekcie i zapewnia, że wszyscy będą mieć tę samą wersję plików w projekcie. Zbiór plików i katalogów kontrolowanych przez SVN nazywa się repozytorium.

Przewaga SVN nad Dropboxem jest taka, że w danej chwili wszyscy mają tę samą wersję plików, ale starsze wersje cały czas istnieją. Widać też wszystkie wprowadzane zmiany oraz kto ich dokonał.

topik

Pod wodzą Madera sposób korekty zaczął się zmieniać. Przede wszystkim jej sposób stawał się usystematyzowany: do korekty pliku zostawały przydzielane osoby i tylko one miały prawo je korektować. W początkowym etapie korekta przebiegała w czasie rzeczywistym podczas tzw. sesji.

Sesja polegała na tym, że na kanale IRC obecny był tłumacz pliku, korektor, a także osoby postronne, które były bardzo pomocne w kwestiach spornych.

[21:42] <@Mader_Levap> „That was a very melodramatic setup, though, just to tell me that.”

[21:42] <@Mader_Levap> „Był to bardzo dramatyczny sposób na powiedzenie mi o tym.”

[21:42] <@Mader_Levap> „tylko po to, by mi o tym powiedzieć” czy coś takiego

[21:42] <@Mader_Levap> oczywiscie wczesniej porpawić… bo z zmianą nie pasuje

[21:42] <@Mader_Levap> hmmm

[21:42] <@Funcik|Gintama> ze zmianą Mader

[21:43] <@Mader_Levap> hmmmm

[21:43] <@Mader_Levap> no nie no trzeba przerobić całe zdanie

[21:43] <@Mader_Levap> moment

[21:44] <@Mader_Levap> dosłownie byłoby to coś w stylu „Zrobiły to w bardzo dramatyczny sposób, tylko po to, by mi o tym powiedzieć.” – da się ładniej?

[21:45] <@mnb> Tym niemniej wyjątkowo dramatyczny wstęp, tylko po to, by mi o tym powiedzieć.

[21:45] <@mnb> tak naprawdę to głównie leżałem w łóżku

[21:46] <@mnb> głowa mnie boli ;_;

[21:46] <@Mader_Levap> eee…

[21:46] <@Mader_Levap> czyli nie za bardzo nadajesz się do rpacy

[21:46] <@Mader_Levap> usprawiedliwiony

[21:46] <+reddocksw> och jak mnie głowa boli

[21:46] <@Mader_Levap> zatem co z tym zdaniem?

[21:46] <+reddocksw> chyba spać pójdę…

[21:46] <!Sedinus> apap i do roboty pedale

Typowa sesja korektorska na kanale IRC.

Takie rozwiązanie – nie ma co ukrywać – również nie było najlepsze. Ba, było całkiem beznadziejne. Sesje korektorskie trwały godzinami, szybko męczyły uczestników, a podczas nich często dochodziło do sporów i ostrej wymiany zdań. Zwłaszcza sesje z Sedinusem jako korektorem były owiane istną grozą – potrafił zajść za skórę praktycznie wszystkim.

Z czasem przyszło usprawnienie – korektor przygotowywał zawczasu plik z uwagami, z którymi zapoznawał się tłumacz. Jeżeli z czymś się nie zgadzał, to dyskutował o tym później z korektorem podczas standardowej sesji:

9

Usprawnienie sesji – uwagi były przygotowywane wcześniej i rozpatrywane przez tłumacza, co nie wymagało już jednoczesnej obecności obydwóch. Ewentualne „odrzuty”, czyli nieprzyjęte uwagi, były rozpatrywane podczas sesji.

I w taki sposób doczłapaliśmy się do końca korekty aktu I. Do tego czasu serwer SVN był trzymany u Madera w domu. Włączał go po powrocie z pracy, czyli w tygodniu po 17. Często było wyczekiwanie, aż wróci, żeby móc scommitować korektę.

Wydanie aktu I przyniosło nam nową stronę oraz całodobowy serwer SVN. Resztę skryptu, czyli akty II, III oraz IV, dzieliliśmy już według dziewczyn na tych tłumaczy, którzy się ostali. Nowością tutaj jest z pewnością organizer, w którym szczegółowo jest opisany cały stan tłumaczenia.

10

Fragment Emi z organizera.

Gdy omawiamy tłumaczenie, ktoś może sobie pomyśleć: a nie mieliście nigdy takiego problemu, że za Chiny nie wiedzieliście, jak coś przetłumaczyć? Co wtedy robiliście? Pytanie takie wydaje się całkiem zasadne! Na forum Katawy Shoujo istnieje devowy dział dotyczący tłumaczenia, a w nim jest „Didn’t get this line” topic (Temat „nie załapałem tej linii”).

topik

Warto się tutaj zatrzymać, bowiem często dochodzą nas pytania typu skoro ostatnio była Hanako, a to już ostatnia z dziewczyn, to znaczy, że już wszystko przetłumaczyliście? Cały skrypt przetłumaczyliśmy już jakoś na początku 2017. Co zatem – możecie zapytać – stoi na przeszkodzie, aby wypuścić tłumaczenie?

Odpowiedź to: korekta. Można uznać, że korekta u nas źle zorganizowana albo że jest wręcz patologiczna. Ktoś inny powie, że jest bardzo dobrze przemyślana. I wszyscy będą mieli trochę racji.

11

Obecny wygląd korekty.

Korekta pozostała w identycznej postaci jak w akcie I, ale przecież objętość tekstu wzrosła kilkukrotnie. Można również zauważyć na screenshocie z organizera, że wymienione są aż (!) cztery korekty. Tak właściwie to są trzy – czwarta jest potencjalna. Warto to omówić.

Gdy tłumacz skończył przekładać plik, musiał dokonać jego draftu, czyli odłożyć plik na jakiś czas i potem do niego zajrzeć. Potem oddawał go do korekty wewnętrznej – zazwyczaj robił to inny tłumacz z tej samej ścieżki, a jeżeli takowego nie było, to robił to jakiś inny tłumacz. Korekta ta była powierzchowna i miała na celu wyłapanie największych baboli.

Następnie plik przechodził do korekty właściwej. Na każdy plik czyhają trzy takie korekty i każdą korektę wykonuje inny korektor. Jest ona szczegółowa – polega na bezpośrednim porównywaniu tłumaczenia z oryginałem.

12

Słowo-klucz stanowi tutaj szczegółowa. Naprawdę korektorzy czepiają się najmniejszych szczegółów, które dla potencjalnego odbiory nie mają najmniejszego znaczenia podczas czytania tekstu:

13

Kłótnia o tłumaczenie „flan”.

Czasami na taki szczególik jak powyżej potrafi zejść nawet (!) godzina. I to nazwałbym główną patologią naszego systemu korekty.

Dochodzi oczywiście jeszcze kwestia finalizacji, czyli uzgodnienia rzeczy wspólnych dla wszystkich ścieżek, jak np. treść niektórych listów czy też nazw kół. Dodajcie jeszcze do tego fakt, że nie zawsze ma się czas na korektę albo że trudno o zgranie czasowe korektora i tłumacza – no i macie jak na tacy przyczynę, czemu jeszcze nie ma tłumaczenia.

W komentarzach zawsze odpowiadałem całkiem wymijająco na pytanie dotyczące daty wydania. Ostatnio nawet rzuciłem jakimś terminem, że na jesień (za co koledzy z grupy chcieli smażyć mnie na grillu!). Czy jest on realny? Muszę przyznać, że tak średnio, ale realny za to wydaje się termin końca roku lub na samym początku następnego.

Jeżeli dotrwaliście tutaj, to mam nadzieję, że przybliżyłem Wam powody, dlaczego to się tak wszystko ciągnie. Nie mamy nic na usprawiedliwienie poza tym, że, no cóż, tak wyszło. Dzięki za uwagę i dzięki, że z nami przez ten cały czas jesteście!

Jak to jest w tym Polish Route? Część II: saga dalej trwa!

A cóż to znaczy „niebawem” w tym Polish Route? Prędzej niż później!

Minęło trochę czasu od ostatniego wpisu, w którym były prezentowane wspomnienia starych członków Polish Route. reddocksw zabrał nas w podróż w czasie do pierwszego kwartału 2013 i przybliżył co nieco historie ludzi, którzy byli skłonni podpisać własną krwią cyrograf… znaczy zgłosili się na wolontariuszy do tłumaczenia Katawy Shoujo!

Dzisiaj przyszła pora na dalszą porcję wspominków. Na samym początku znów przeniesiemy się do 2013 roku, ale tym razem do 22 grudnia. Tego to dnia raczyła zajrzeć do nas Zelfira. Została zwabiona wątpliwej jakości reklamą, którą udało się popełnić reddockowi. Najwyraźniej atmosfera w grupie spodobała się Zelfirze na tyle, że nadal gości wśród nas, i choć nie bierze aktywnego udziału w procesie korekty, to zawsze można liczyć na jej kobiecy instynkt, którego często nam brakuje.

Swoje początki oraz przygodę z grupą wspomina tak:

Przed dołączeniem do Polish Route tłumaczyłam mangi dla grupy skanlacyjnej, której aktywnym członkiem jestem do dzisiaj. Chciałam sprawdzić się przy jakimś bardziej wymagającym projekcie i akurat trafiło na Katawę. Praca w Polish Route bardzo mnie rozwinęła, dziękuję chłopakom za wytykanie mi błędów i cenne wskazówki.

3 października 2014 światło dziennie, po ponad roku od rozpoczęcia prac, ujrzał przekład aktu I. W międzyczasie przenieśliśmy stronę na nowy serwer (ten, na którym teraz się znajdujemy), a stara strona umarła, wraz z nią forum. I niestety wszystkie podania przepadły. Podania na starym forum odznaczały się niezwykłą starannością oraz rozwlekłością w swojej treści, jak i formie. Niestety przepadły bezpowrotnie wraz z forum.

Nie oznacza to oczywiście, że podania na naszym obecnym forum są kiepskie. Wraz z nową stroną rozpoczął się nowy etap życia Polish Route, więc są po prostu inne.

I tak 12 października 2014 zawitał na naszym forum Albard. Z premedytacją zawyżył swój wiek, żeby tylko spełniać nasz wymóg 17+, ale wyszło to nam wszystkim na dobre. Udało mu się również namówić swojego brata, Chiszczowa, by zasilił nasze szeregi. Tak wspomina swoje początki:

Samą Katawę odkryłem kiedyś w małej książeczce dodawanej do CDA z dziwnymi i ciekawymi grami. Stwierdziłem, że skoro darmowe, to czemu nie, mogę przeczytać. Myślę, że jak na pierwszą w życiu VN-kę nie mogłem lepiej trafić. Wciągnęło mnie to potwornie. Chciałem się podzielić tym z jedną moją znajomą, ale ponieważ z angielskiego jest noga, to musiałem jej znaleźć tłumaczenie. Tak wpadłem na Polish Route. Początkowo nie byłem zainteresowany pracą razem z grupą, ale gdy dowiedziałem się, że przetłumaczono tylko pierwszy akt stwierdziłem „Czemu nie”. Napisałem na forum, skłamałem co do wieku (miałem wtedy 16 lat), przetłumaczyłem ten przykładowy fragment i poof. Stałem się osobą na okresie próbnym.

Natomiast samo tłumaczenie i pracę tak:

Gdy pierwszy raz wszedłem na IRC czułem się dosyć… dziwnie. Dużo mówiono o hentai (zwłaszcza red), śmiano się z tłumaczenia Ivalora i analizowano sposób stawiania bloków w Rosji postradzieckiej. Zdecydowałem się tłumaczyć ścieżkę Emi (co spotkało się z ogólnym zdziwieniem, bo na pytanie kto jest ‘best girl’ zawsze odpowiadałem i będę odpowiadał Lilly) i dostałem fragment o wyścigu. Przetłumaczyłem, zrobiłem z redem i Funcikiem korektę i… zniknąłem właściwie. Zajęły mnie inne rzeczy. Przed odejściem udało mi się jeszcze zrekrutować mojego starszego brata, Chiszczowa, który z kolei zapoznał mnie z Lisem (właściwie jedyna osoba z Polish Route z którą utrzymuję stały kontakt). O nim w sumie nie ma co dużo pisać. Pracę z grupą wspominam dobrze. Zawsze dawali rady i nie bali się mnie konstruktywnie zjechać. I to w sumie chyba tyle. Cóż więcej mogę powiedzieć?

Jak widzicie, Polish Route pomaga budować relacje międzyludzkie! I choć Albard oraz Chiszczow szybko zniknęli, to bardzo im dziękujemy za pomoc w tłumaczeniu, bo każda cegiełka włożona w przekład się liczy!

27 stycznia 2015 zawitała do nas osoba logicznie myśląca, odznaczająca się chłodną kalkulacją: Ilikez! Swoją przygodę z nami wspomina tak:

Moje origin story prawdopodobnie jest całkiem zbliżone do innych – gdy przeczytałem Katawa Shoujo, poczułem się zainspirowany do takiego stopnia, że postanowiłem sprawdzić, czy postępują jakieś prace nad tłumaczeniem na polski, aby więcej osób mogło poznać tą VN. Sztuka google-fu pozwoliła mi odnaleźć Polish Route, okazało się też, że potrzeba tłumaczy. Chcąc sprawdzić się w czymś takim i zgłębić tajniki procedury tłumaczenia, złożyłem aplikację i… udało się.

Pracę z nami uważa za miłą; twierdzi, że wiele się dzięki nam nauczył:

Po dołączeniu do ekipy na pewno wiele się nauczyłem – przed złożeniem aplikacji tłumaczyłem sobie roboczo fragmenty Katawa Shoujo dla własnego sprawdzenia się, a gdyby porównać tamte dzieła z tym, co już niedługo potem potrafiłem napisać dzięki wskazówkom Madera, Zelfiry, reddocka i innych, różnica byłaby, cóż, zauważalna. Czas spędzony na pracy w projekcie na pewno nie poszedł więc na marne, tym bardziej że ten rodzaj intelektualnego wysiłku nadal sprawia mi przyjemność.

I mam nadzieję, że będę czerpał z tego satysfakcję aż do wydania kompletnego tłumaczenia.

6 lutego 2016 odwiedził nas Darnek, żartobliwie nazywany Onie-chan (jako że nadużywa zwrotu „o nie”). Świetnie dogaduje się z redem w sprawie zbereźnych rzeczy, ale z drugiej strony wprowadza kroplę profesjonalizmu do naszego przekładu. Wspomina:

Zawsze chciałem spróbować tłumaczenia czegoś poza warunkami szkolnymi. Jakoś niedługo po tym gdzieś wpadła informacja, że trwają pracę nad spolszczeniem Katawa Shoujo, nowelki, którą ukończyłem jakoś rok wcześniej. Postanowiłem, że warto się sprawdzić.

A samo tłumaczenie i pracę w naszej grupie opisuje tak:

Chociaż okazało się, że tłumaczenie będzie większym wyzwaniem, niż z początku myślałem, to dzięki pomocy reszty członków praca idzie w miarę sprawnie. Nie zawsze uda nam się znaleźć złoty środek, ale celem jest wykonanie tłumaczenia zrozumiałego i przystępnego dla każdego. Nikt nikogo nie pogania, co jest zaletą, ale i wadą dla całego przedsięwzięcia. Jednak myślę, że tworzymy zgraną ekipę i pokonamy każdą przeszkodę, jaka stanie nam na drodze, co pozwoli nam na dostarczenie jak najlepszego tłumaczenia.

Niedługo później, bo 8 lutego 2016 zawitał do nas Radzio. I cóż tu by o nim napisać? Jego całą osobę można by podsumować prostą emotikoną: ._. Rzucam wyzwanie każdemu z Was: odwiedźcie nasz kanał IRC i spróbujcie wydusić z Radzia jakąkolwiek wypowiedź. Gwarantuję, że nie będzie to takie proste.

Mimo swojej małomówności, Radzio podchodzi do tłumaczenia chyba najbardziej poważnie z nas wszystkich i wprowadza niesamowitą jakość w przekład. Nagabując go dnie i noce, udało mi się od niego wydusić skromną odpowiedź:

Katawa mi się niezmiernie spodobała, a jako że od dłuższego czasu chciałem spróbować sił w tłumaczeniu, postanowiłem dołączyć do ekipy. Polish Route to zgrany zespół i miło mi się tu pracuje

Brzmi jak odpowiedź na odczepkę, ale jak na Radzia, to wypowiedział się więcej, niż wypowiada w ciągu roku, za co niezmiernie dziękujemy!

Przez nasz zespół przewinęło się dużo, dużo więcej osób, z którymi kontakt niestety się urwał. Nie sposób też wszystkich wymienić, zawsze można odwiedzić odpowiedni dział naszego forum i popatrzeć na nicki tych nieszczęśn… śmiałków, którzy mieli odwagę, by porwać się z motyką na słoń… osób, które swój wolny czas są w stanie poświęcić na zabawę w tłumaczy!

I tak znów dobrnęliśmy do końca podróży. Tym razem była ona krótsza, to fakt, ale chyba nie umniejsza to jej jakości, prawda? Przypominamy, że historia Polish Route cały czas się pisze i również Wy możecie ją tworzyć! Korektujemy wytrwale dzień i noc, więc każda para rąk chętnych do pracy się nam przyda! Wystarczy złożyć podanie na naszym forum, przejść pomyślnie test i gotowe!

Dziękuję za uwagę i wyczekujcie następnych newsów, które… będą niebawem – oczywiście w naszym tego słowa rozumieniu! Coby się nie działo, proszę pamiętać: biada temu, kto myśli, że Polish Route umarło!

Jak to jest w tym Polish Route? Część I: Stara Gwardia!

Biada temu, kto myślał, że Polish Route umarło, a Katawa Shoujo nigdy nie ukaże się po polsku!

Dzisiaj chcielibyśmy zaprezentować Wam rezultat zabawy reddocka w dziennikarza. Jako że ostatnio w komentarzach zrodził się ciekawy pomysł, aby opisać nasze przeżycia związane z tłumaczeniem (konkretnie ten wpis autorstwa DS),  to podjął się on trudnej sztuki dziennikarstwa i przeprowadził miniwywiady z członkami naszej grupy. Pytania, które padły, dotyczyły motywacji, która stała za dołączeniem do naszej grupy, jak i samej chęci tłumaczenia Katawy, a także odczuć, które towarzyszyły samemu tłumaczeniu i pracy w naszej grupie.

Na początku wypowie się sam autor wywiadów, reddocksw:

Na samą Katawę natknąłem się przypadkiem, gmerając na profilach na Last.fm. Przeszedłszy ścieżkę Emi i Lilly, chciałem, żeby kolega spróbował zagrać, a jako że nie znał zbyt dobrze angielskiego, to grę trzeba było przetłumaczyć. Natknąłem się na temat dotyczący przekładu Katawy na CDAction, napisałem w nim, potem odezwały się kolejne osoby i tak się zaczęło. Można więc powiedzieć, że dałem podwaliny pod grupę.

Praca nad Katawą nie była jednak moją pierwszą stycznością z przekładem, bowiem rok wcześniej zacząłem tłumaczyć light novel „High School DxD”. W Katawie jednak używany angielski stoi na o wiele wyższym poziomie, tak więc poznałem dużo języka. No i też doszlifowałem mocno interpunkcję, tak że w grupie uchodzę za „przecinkologa”. Co sprowadza nas do samej pracy w grupie: poznałem wielu ciekawych i pomocnych ludzi, nauczyłem się pokory i pewności w tłumaczeniu.

Na pierwszy ogień poszedł Sedinus, nasz Wieczny Szef. Założyciel zespołu, który podjął się tej odpowiedzialnej roli, by przewodzić grupie nieznajomych osób, żeby pod wspólnym celem zawiązać współpracę.

Mimo że ostatnimi czasy raczy nas wieczną nieobecnością, to nie możemy zapomnieć wkładu, jaki wniósł w naszą grupę: to on nadał jej pierwotny charakter, trzymał nas żelazną ręką, ale mimo narzucanego rygoru stanowił też o najwyższej jakości tłumaczenia. Początków z nami nie wspomina za dobrze:

Pożar w burdelu, który powoli przerodził się w mniej lub bardziej zgrany zespół. Tłumaczenie nauczyło mnie, że opinia jest jak dupa: każdy ma swoją i nigdy wszystkim nie dogodzisz. Najbardziej było to widać przy pierdołach, na które ludzie nieposiadający autyzmu nie zwróciliby uwagi.

I to właśnie Sedinus nauczył nas dbałości o najmniejsze szczegóły, przez co tłumaczenie wlecze się już tak długo, jednak niesie najwyższą jakość przekładu.  Pracę z nami opisuje raczej neutralnie:

Fajni ludzie, ale przekonać ich do czegoś to jak rzucać kartoflami w czołg. Potrafili się fochnąć i nie odzywać przez resztę dnia. Ale gdybym puścił ich samopas, to tłumaczenie nadal by stało na prologu. Polak wie, jak postępować z Polakami.

Prawą ręką Sedinusa, a na pewno zastępcą i człowiekiem-orkiestrą, który odwalał każdą brudną robotę, jest Funcik, od roku znajdujący się na tłumaczeniowej emeryturze, choć nie można zapomnieć jego wielkiego wkładu:

Co do pomysłu tłumaczenia, to świta mi czerwiec 2012, gdy zdekompilowałem całą grę po raz pierwszy i dobrałem się do jej bebechów. Gdyby nie to, że wyjeżdżałem wtedy na wakacje i ogólne moje roztrzepanie, zacząłbym tłumaczyć już wtedy i bez żadnej grupy, a tym bardziej zgody developerów. A jeśli chodzi o to, co mnie skłoniło do tłumaczenia, to fakt, że strasznie długo nad tą grą siedziałem (nie ukrywając często w słowniku). Zawsze lubiłem wyzwania i dlatego męczyłem dziewczyny do końca. To, co na początku było niezdrową fascynacją, szybko zmieniło się w szczere zainteresowanie grą i postaciami. Historia tak mnie wciągnęła, że chciałem, aby inni też mogli się nią cieszyć bez konieczności korzystania ze słownika.

Pracę w naszej grupie wspomina tak:

Wszyscy skupieni na celu, a przynajmniej te osoby, co regularnie się pojawiały. Wiadomo, dla mnie ważna była oprócz samego tłumaczenia jego jakość, a pracując nad nią, podłapanie dodatkowego doświadczenia w języku polskim. Wspaniałe było pojawienie się Madera i parę basenów olimpijskich lodowatej wody na głowę, ale cieszę się, że przynajmniej akt pierwszy stoi murem i moim skromnym zdaniem może być przykładem na to, jak się tłumaczy cokolwiek.

Lodowate kubły wody! To domena Madera Levapa. Jego pojawienie nie zwiastowało tego, co miało nadejść. Na początku był tylko bezstronnym obserwatorem, jednak z czasem coraz więcej się udzielał tak, że teraz jest naszym szefem (w zastępstwie wiecznie nieobecnego Sedinusa). Swoim rozsądkiem studzi zapały każdego z nas. Wspomina:

Kiedy przypadkiem natrafiłem na Katawę Shoujo, gra spodobała mi się tak bardzo, że spędziłem nad nią kilka nocy w środku tygodnia. Jakiś czas później pomyślałem: a może jest polska wersja? Tak dobra gra zasługuje na przetłumaczenie na mój ojczysty język. Nie było. Za to była grupa, która chciała to przetłumaczyć. Reszta jest historią.

A co się tyczy historii, to warto nadmienić, że za początek istnienia naszej grupy przyjmujemy dzień, w którym dokonaliśmy pierwszego podziału skryptu gry na tłumaczy, choć formalnie grupa istniała już wcześniej. Miało to miejsce 9 marca 2013. Mader raczył zajrzeć do nas już 17 marca 2013. Długo pozostawał tylko obserwatorem, jednak w czerwcu tego samego roku został oficjalnie testerem. Wtedy to też zaczęła się kształtować dzisiejsza forma korekty, przez którą tyle już czekacie. Niedługo potem, ze względu na wieczną nieobecność Sedinusa, Mader zaczął zyskiwać uznanie naszej grupy i sprawuje de facto władzę, gdy Sedinusa nie ma w pobliżu.

Jednak przed zjawieniem się Madera dołączyły do nas jeszcze dwie osoby! Pierwszą z nich był Juby, który dołączył do nas przed rozdziałem skryptu, ale po formalnym uformowaniu grupy, z tego też tytułu Sedinus męczył go testem na tłumacza. Mimo że również jest naszym emerytem, to odwalił kawał dobrej roboty! Swoje początki wspomina tak:

Dołączenie wyszło w sumie przypadkiem, byłem w dobrym miejscu w dobrym czasie. Przeszedłem sobie pierwsze dwie ścieżki gry i dołączyłem do forum gry, wtedy też Sed wrzucił ogłoszenie. I generalnie bardzo podobała mi się koncepcja, że zupełnie nieznani sobie ludzie łączą się wspólnie, żeby wykonać jakiś cel, takie bycie częścią jakiegoś projektu, na którym inni skorzystają. Do tego tłumaczenie w grupie wydawało się ogólnie fajnym doświadczeniem.

Co do doświadczeń z tłumaczenia i pracy w Polish Route: na pewno technikalia troszkę odrzucały na początku i to, że niektórzy trochę za poważnie podchodzili do tytułowania się szefami. Wspólna praca wymusiła też naukę kompromisu i trochę pokory wobec swoich umiejętności tłumaczenia, ale mimo okazjonalnych spięć uważam, że ostatecznie było to fajne doświadczenie i poznałem kilka osób, które sprawiły, że dobrze się bawiłem i było warto.

Drugą osobą jest Vulpes, znany bardziej jako Lisu. Podanie, jeszcze na naszym starym, niedostępnym już forum, złożył 16 marca, czyli dzień przed zjawieniem się Madera. Lisu pozostaje cały czas aktywnym tłumaczem, swego czasu dzierżył u nas tytuł przodownika pracy, jako że gnał z przekładem jak szalony. Swoje początki z grą, jak i naszą grupą wspomina tak:

Katawa Shoujo była moją pierwszą powieścią wizualną. Moją pierwszą ścieżką była ścieżka Emi, jednak to ścieżki Hanako oraz Lilly mi najbardziej pasowały. Przyciągnął mnie do nich fakt, że swego czasu osobiście znałem dziewczyny, które w bardzo dużej mierze odpowiadały zachowaniem oraz wyglądem te postaci, ale to przede wszystkim autentyczność wszystkich bohaterów oraz naturalność fabuły sprawiły, że zapoznałem się ze wszystkimi ścieżkami i wobec czego niezmiernie polubiłem tę VNkę. Skłoniła mnie ona do ogólnego zainteresowania powieściami wizualnymi.

Chciałem polecić Katawę mojej przyjaciółce, ale ze względu na poziom języka, a także przez jej sporą awersję do języka angielskiego bardzo trudno było przekonać ją do zapoznania się z VNką. Podczas szukania polskiej wersji Katawy znalazłem stronkę grupy Polish Route (jeszcze na starym hoście). Zrozumiałem, że spolszczenie jeszcze nie istnieje, tak więc postanowiłem dołożyć cegiełkę do tego przedsięwzięcia. Dodatkową motywacją było to, że wiążę swoje plany na przyszłość z pracą tłumacza, tak więc potraktowałem to jako swego rodzaju praktykę przed studiami.

Współpracę z nami opisuje następująco:

Dzięki współpracy z Polish Route znacznie mi się poprawiły umiejętności translatorskie. Można powiedzieć, że dzięki tłumaczeniu Katawy i poradom innych członków grupy zyskałem pierwsze płatne zlecenia tłumaczeń. Uważam, że Mader świetnie zarządza całym projektem zarówno od strony technicznej, jak i organizacyjnej oraz potrafi ogarnąć całe towarzystwo. A co najważniejsze, poznałem ludzi z całej Polski, których łączy wspólna pasja pomimo różnicy charakterów. Część z nich znam nie tylko z IRCa, ale także z życia realnego. Cieszę się, że mogę być częścią tak zgranego zespołu.

Niedługo później, bo 8 kwietnia, zajrzał do nas mnb! Postać niepozorna, zawsze trzymająca się na uboczu, jednak bardzo aktywna. Jego miłość do Hanako potrafi motywować do pracy nie tylko jego samego, ale także innych. Swoje mgliste początki pamięta tak:

Zagrałem, a po jakimś czasie znalazłem informację, że jest prowadzone „oficjalne” tłumaczenie i po jakimś miesiącu rozmyślania i pajacowania zdecydowałem się spróbować, bo chciałem tłumaczyć Hanako. Dobre zakończenie Hanako, które Vulp mi zabrał. Buc. Tłumaczyło mi się fajnie, bo pierwszy raz tłumaczyłem coś większego, a zawsze chciałem spróbować, ale korekta nie jest już taka zabawna. Mimo wszystko pracuje się fajnie.

Powyższe osoby tworzą Starą Gwardię, czyli są w grupie od samego początku (jak Sedinus, reddocksw czy Funcik) lub związali się z nią wkrótce po utworzeniu (Juby, Vulpes, Mader Levap, mnb). Oczywiście w jej skład wchodzi więcej osób, lecz kontakt z nimi urwał się już dawno i przeprowadzenie wywiadu jest trudne. Mimo wszystko warto wymienić te osoby, a są to: Aiden, alfabeta, Bunt0wn1k, Dracia, Klekot.

I tak dobrnęliśmy do końca pierwszej części. Na kilka chwil przenieśliśmy się w przeszłość do 2013 roku, kiedy to nasza grupa stawiała pierwsze kroki. Od tamtej pory przez nasz zespół przewinęło się wiele osób, a wspomnienia kilku z nich w następnej części, którą możecie znaleźć tutaj!