Inne, Polish Route, Tłumaczenie

Rozmyślania: tłumaczenia fanowskie

Cześć i czołem!

Dawno nie pojawił się żaden wpis, który nie byłby informacją o postępach w pracach lub o nawiązaniu współpracy. Poczułem więc potrzebę, by uraczyć Was jakąś odskocznią od ciągłych procentów i którą (miejmy nadzieję) przyjemnie by się czytało. Zdecydowałem się więc poruszyć temat tłumaczeń fanowskich: jak to wygląda u nas od kuchni, co można spotkać w innych grupach, a także w profesjonalnych publikacjach poruszających tę problematykę. Zapnijcie więc pasy i trzymajcie się mocno!

Korzenia tłumaczeń fanowskich

Często za źródło tłumaczeń fanowskich wskazuje się fansubbing anime w latach 80. [1] Wytworzenie wówczas napisów było zajęciem karkołomnym i czasochłonnym, gdyż trzeba było edytować istniejące już nagrania VHS (obszerny dokument poruszający tę kwestię oraz „upadek” fansubbingu w czasach współczesnych autorowi, tj. 2008 rok, znajdziecie tutaj). Można wskazywać, że motywacją za to stojącą był fakt, że na Zachodzie anime było trudne dostępne, najczęściej w postaci z dubbingiem, przez co w formie protestu fani zaczęli sami tworzyć tłumaczenia; oczywiście dochodziła też chęć, by po prostu inni mogli nacieszyć się produkcjami, które oficjalnie nie były na Zachodzie dystrybuowane. Współcześnie fansubbing jest sprawą banalną, gdyż każdy z laptopem może zostać tłumaczem. Obecnie mówi się o tzw. cyfrowej erze fansubbingu, gdyż cały proces tłumaczenia można przeprowadzić na komputerze.

Wśród tłumaczeń fanowskich możemy wyróżnić kilka „kategorii”, które wynikają bezpośrednio z tekstu kultury, który jest tłumaczony, lub formy tłumaczenia. Za Wikipedią możemy wyróżnić:

  • fansubbing – czyli tworzenie napisów do filmów, seriali, programów telewizyjnych itd. Zaliczyć tutaj można tworzenie napisów do produkcji anglojęzycznych, jak i popularne w naszym środowisku tłumaczenie azjatyckich pozycji w postaci napisów;
  • skanlacja – tłumaczenie komiksów, w szczególności azjatyckich mangi, manhy i manhwy;
  • fandubbing – dubbowanie filmów, programów telewizyjnych, gier i innych dzieł audiowizualnych;
  • tłumaczenia fanowskie opowiadań, powieści itp.

Kto nie zna fansubbingu?

Z dużym prawdopodobieństwem mogę stwierdzić, że Ci z Was, którzy mieli lub mają do czynienia z fandomem anime i mangi, choć raz w życiu korzystali z fansubów. Popularne w pierwszej dekadzie obecnego wieku strony streamingowe, takie jak kreskowka.pl, kreskowki.fani.pl i dziesiątki, jak nie setki, innych sprawiły, że tysiące polskich internautów mogło oglądać zachodnie produkcje (często w postaci oficjalnych dystrybucji), ale także anime z fanowskimi napisami. Pojawia się tutaj oczywiście konflikt między osobami tworzącymi napisy (subberzy) a końcowym odbiorcą na stronach streamingowych. Na forum największego polskiego portalu o tematyce fansubbingu anime (animesub.info, ANSI) można odnaleźć leciwy, bo z 2009 roku, temat Precz z anime on-line! (Wojenna Dyskusja). W ogólności można tutaj wskazać, że subberzy traktowali wykorzystanie ich napisów jako kradzież, przez co w ich środowisku wszelkie „anime online” uchodziło za zło wcielone.

I choć sam nie spędziłem zbyt wiele czasu na fansubbingu, potrafię sobie wyobrazić, że w większości przypadków tłumaczenie polegało na wykorzystaniu odcinka i tłumaczenia umieszczonego przez anglojęzyczne grupy. Nie przeczę oczywiście, że w polskim fandomie istniały (lub wciąż istnieją) grupy, które tłumaczą bezpośrednio z języka japońskiego. W obrębie anglojęzycznych grup można było dostrzec wyraźny podział ról:

  • raw getter – osoba zajmująca się dostarczeniem odcinka emitowanego w japońskiej telewizji, nierzadko sama nagrywająca bezpośrednio w czasie emisji;
  • translator –  tłumacz, osoba zajmująca się właściwym tłumaczeniem. W przypadku angielskich tłumaczeń najczęściej odbywało się to ze słuchu;
  • translation checker – osoba weryfikująca sens tłumaczenia;
  • editor – czyli korektor, który sprawował opiekę nad tym, by tłumaczenie faktycznie było po angielsku;
  • timer – jego zadaniem było czasowe zgranie napisów z tym, co faktycznie dzieje się na ekranie;
  • typesetter – całość strony wizualnej napisów, czyli dobór fonta, efektów w karaoke, napisów na tablicach w anime itd.;
  • encoder – osoba składająca wszystko do kupy;
  • quality checker – kontrola jakości;
  • uploader/distributor – osoba zajmująca się dystrybucją odcinka, zazwyczaj posiadająca wysoką prędkość wysyłu łącza, by umożliwić sprawne pobieranie np. poprzez torrenty.

Anglojęzyczne grupy fansubbowe często składały się z ludzi rozsianych po całym globie. Wymagało to od nich sporego zaangażowania, gdyż nierzadko tłumaczenie odbywało się w środku nocy, a grupy prześcigały się w tym, kto pierwszy udostępni tłumaczenie. Złota era takich grup przypadła prawdopodobnie na przełom dekad 2010/2011. Istniało wówczas naprawdę wiele grup, które oferowały tłumaczenia różnej jakości. Postawały również strony dedykowane recenzji takich napisów (można tutaj wskazać nieistniejącą już stronę prowadzoną przez 8thsin, który, o ile pamiętam, z zawodu był profesjonalnym tłumaczem. Odnaleźć można jego starą stronę na serwerach WordPressa, a późniejszą stronę można odnaleźć za pomocą wehikułu czasu; a także nadal istniejącą, ale ledwo zipiącą stronę prowadzoną przez Dark Sage’a, dalej nazywanego DS.). Z niejaką nostalgią wspominam werbalne wymiociny serwowane przez grupę Hadena, która w środowisku uchodziła za idealny przykład tego, jak NIE należy tworzyć fansubów. Próbkę ich możliwości możecie odnaleźć w recenzji napisanej przez wcześniej wspomnianego DS.

Upadek fansubów?

Pojawienie się oficjalnych kanałów dystrybucji anime na Zachodzie, takich jak Netflix, Crunchyroll czy też Funimation, sprawiło, że fansubberzy zaczęli usuwać się w cień, a kolejne grupy powoli wymierać. We wpisie z 2015 roku DS wyjaśnia, że fansuby wymarły tak naprawdę przez złe ruchy grup fansubberskich, takie jak wcześniej opisana krytyka stron streamingowych (które de facto przyciągały największą liczbę oglądających), co wiąże się również z tym, że oferowali jedynie odcinki do pobrania, a nie obejrzenia online. Wskazuje również aspekty techniczne, takie jak moda na 10 bitowy format (zamiast uprzednio stosowanego 8 bitowego), co spowodowało, że użytkownicy Mac-ów oraz mobilni długo nie mogli oglądać odcinków. Jaka nie byłaby prawdziwa przyczyna, można śmiało stwierdzić, że grupy fansubbowe są jedynie cieniem tego, czym były kiedyś.

Obecnie doszło do mocnej centralizacji fansubów, większość z nich dostępna jest przez trackery torrentowe. Coraz częściej zamiast faktycznych fansbów użytkownicy otrzymują tzw. ripy, czyli licencjonowane napisy oraz animację zgraną bezpośrednio z oficjalnego kanału dystrybucji. Tyczy się to głównie fansubów anglojęzycznych, gdyż w innych językach fansuby są nadal popularne, chociaż Netflix daje się fansubberom we znaki. Podejrzewam, że w większości odbiorcy polskich fansubów są skupieni wokół społeczności „anime online”, jak np. shinden.pl.

Ciekawym zjawiskiem w tłumaczeniu fanowskim anime i mangi jest pewna niepisana zasada, która pozwala na zostawianie szeregu nieprzetłumaczonych słów, gdyż, jak często argumentują to zwolennicy takiego postępowania, jakikolwiek przekład tych słów zatraca ich pierwotne znaczenie. Mowa oczywiście tutaj o japońskich tytułach grzecznościowych oraz słowach jak onee(sama) itp. Dla zaprawionego w bojach fana słowa te są w pełni zrozumiałe, jednak czasami dla osób, które spotykają się z japońską animacją po raz pierwszy, mogą stanowić niezrozumiały tekst. Zagadnienie to szerzej jest poruszane we wcześniej wspomnianym dokumencie.

Tłumaczenie fanowskie w Polish Route

Gdy zaczynałem zabawę z tłumaczeniami fanowskimi – byłem wówczas w gimnazjum i podjąłem się tłumaczenia powieści High School DxD (projekt polonizacyjny nadal istnieje na Baka-Tsuki, aczkolwiek nie uczestniczę w nim od wielu lat) – byłem święcie przekonany o słuszności takiego postępowania, tj. że zwroty takie są rzeczywiście nieprzetłumaczalne, a jakakolwiek próba ich tłumaczenia powoduje, że końcowy odbiorca tylko traci część doświadczenia. Praca w Polish Route nauczyła mnie jednak, że wszystko można przełożyć. Jasne, czasami trafi się ogromne wyzwanie, którego nie rozwiąże się nawet w kilka dni. Można tutaj wskazać np. przekład Finneganów Trenu Joyce’a, który Bartnickiemu zajął 10 lat (fragmenty tłumaczenia można odnaleźć tutaj). Oczywiście taki literacki bełkot jest całkowicie inną ligą niż japońska animacja, komiks czy gry. Nasza grupa spotkała się swego czasu krytyką na jednym z polskich imageboardów, na którym zarzucano nam wygórowane wymagania co do kandydatów oraz opieszałość w tłumaczeniu, stawiając retoryczne pytanie, czy tłumaczymy jakiegoś Joyce’a pośród gier visual novel.

I choć skupiłem się powyżej mocno na fansubbingu, to nie pominę tematu tłumaczenia gier, czym przecież trudnimy się na co dzień. Sprawa w przypadku gier komplikuje się o tyle, że często dochodzą problemy natury technicznej: sprawienie, by gra obsługiwała polskie znaki, edycja grafik, stworzenie samego patcha ze spolszczeniem itd. W obrębie naszej grupy nigdy nie było wyraźnego podziału ról, jak to miało miejsce w przypadku anglojęzycznych grup fansubberskich. Obecnie można wskazać, że za techniczne rozpracowywanie gier stoją Radzio oraz mnb. Oczywiście w przypadku większych gier, niekoniecznie z gatunku visual novel, dochodzi szereg innych problemów, tak zasadniczych jak choćby dobranie się do samego skryptu gry. Często potrzebna jest tutaj specjalistyczna wiedza programistyczna. Jak wygląda u nas praca, opisałem kiedyś szczegółowo w tym wpisie. Co prawda zmianie uległ model korekty, przez co teraz zajmuje ona zdecydowanie mniej czasu, aczkolwiek wciąż stanowi wąskie gardło całego procesu przekładu.

Poza Polish Route działa kilka grup, które tłumaczą visual novel, jak choćby Hidovn. Pozostaje to jednak wciąż w głównej mierze domeną anglojęzycznych społeczności, choć sporadycznie pojawiają się tytuły po polsku.

Mamy też trochę doświadczenia związanego ze skanlacjami (nasza żartobliwa sekcja Poliż Drut, którą znajdziecie na naszym Discordzie). W ogólności podział ról tutaj może wyglądać podobnie, jak w przypadku grup fansubberskich, tyle że oczywiście nie mamy już timera oraz encodera, za to pojawia się postać cleanera, która zajmuje się czyszczeniem komiksu z oryginalnego tekstu. Współcześnie i skanlację, i fansuby można tworzyć już w pojedynkę, aczkolwiek wydaje mi się, że samodzielne tworzenie skanlacji jest procesem bardzo, bardzo żmudnym. O ile się orientuję, polskie skanlacje były zgrupowane wokół nieistniejącego już centrum-mangi.pl. Jak udało mi się dogrzebać do informacji, strona padła wskutek roszczeń autorskich wydawnictwa z Korei. Jak wygląda obecnie sytuacja polskich skanlacji, mogę się tylko domyślać, że pewnie grupy udostępniają je na własnych stronach.

Fantranslating a nauka

Zjawisko tłumaczeń fanowskich jest ciekawe, gdyż ludzie tworzą społeczności, by zjednoczeni przez podobne cele poświęcać swój wolny czas. Stanowi ono ciekawy kąsek z punktu widzenia zachowań społecznych, przez co można odnaleźć wiele publikacji naukowych na ten temat. Można tutaj wskazać prace Vazqueza-Calvo i in. [2], w którym porównywali pracę trzech tłumaczy fanowskich (trudniących się przekładem kolejno gier, anime oraz fanficów), omawiając obierane przez nich metody tłumaczeniowe, motywacje oraz grupy docelowe. Co zaskoczyło mnie tutaj najbardziej to fakt, że opierali oni swoją pracę o Tłumacza Google’a – jasne, nie ma nic złego w korzystaniu z niego, ale uważam, że gdy stanowi on jeden z ważniejszych filarów pracy, to tłumaczenie będzie co najmniej średnie. Problem ten porusza praca Costalesa [3], w której wskazuje, że jedną z głównych bolączek tłumaczeń fanowskich jest ich jakość. Sugeruje również, że być może warto byłoby zawrzeć w syllabusach studenckich aspekty fantraslatingu, takie jak romhacking (czyli aspekty techniczne hackowania gier, by móc dobrać się do odpowiednich plików potrzebnych do tłumaczenia), skanlacji itd.

Temat jakości sprowadza również nas do zagadnienia,  jakie wykształcenie posiadają osoby parające się tłumaczeniem fanowskim. Zwłaszcza w środowisku anglojęzycznym można spotkać historie, że ktoś rozpoczął naukę japońskiego, by móc rozumieć, a potem fansubbować anime, a z upływem czasu został dostrzeżony przez firmy się tym zajmujące i zaczął parać się tym profesjonalnie. W przypadku polskiego środowiska nie wiem, czy takie historie również da się odnaleźć. W naszej grupie można odnaleźć kilka osób posiadających wykształcenie związane z anglistyką czy filologią angielską, natomiast w większości żadne z nas nie posiada wykształcenia w tym kierunku. Ba, duża część z nas związana jest zawodowo z naukami ścisłymi (dla przykładu sam jestem chemikiem kwantowym), a jakakolwiek działalność fantranslacyjna prowadzona jest albo dla przyjemności, albo już z przyzwyczajenia.

Kwestie prawne

Pozostaje również kwestia legalności tłumaczeń fanowskich. Praktycznie we wszystkich przypadkach powstają one nielegalnie, gdyż przetwarza się część oryginalnej pracy (w przypadku anime transkrypcję, a gdy dochodzi dystrybucja całych odcinków, to i obiekty audiowizualne) bez zgody właścicieli praw autorskich. Nasza grupa od samego początku stara się otrzymywać zgody (choć nieformalne, to z etycznego punktu widzenia wydają się one wystarczające) na tłumaczenia. W środowisku fansubberskim oraz skanlacyjnym doprowadziło to do trochę zabawnej sytuacji, gdyż powstała niepisana umowa, przynajmniej w środowisku polskim, że gdy dana pozycja pojawia się w oficjalnej dystrybucji na rynku polskim, to tłumaczenie fanowskie znika z sieci. Sami pierwotni autorzy praw autorskich, to jest najczęściej japońskie studia, raczej niezbyt przejmują się tym zjawiskiem, aczkolwiek w ostatnich lat całkiem możliwe, że zdali sobie sprawę, że dotarcie do zachodnich odbiorców może znacząco wpłynąć na ich dochody, przez co można zaobserwować coraz to większe otwarcie na Zachód w kwestii dystrybucji.

A Wy jakie macie doświadczenie z fantranslatingiem? Zapraszam do dyskusji, czy to w sekcji komentarzy, czy na naszym Discordzie, na który serdecznie zapraszam!

Bibliografia

[1] O’Hagan, M. Evolution of User-generated Translation: Fansubs, Translation Hacking and Crowdsourcing. JIAL 2009, 1, 94-121.

[2] Vazquez-Calvo, B. et al. Fan Translation of Games, Anime, and Fanfiction. LLT 2019, 23, 49-71.

[3] Costales, A. F. Collaborative Translation Revisited: Exploring the Rationale and the Motivation for Volunteer Translation. FORUM Revue internationale d’interprétation et de traduction / International Journal of Interpretation and Translation 102012, 115-142.

2 myśli nt. “Rozmyślania: tłumaczenia fanowskie

  1. Wspaniały wpis. Merytoryczny i bogaty zarówno w ciekawostki o samym zjawisku, jak i ubrany w sposób prosty i zrozumiały dla pewnie każdego laika. Jako człowiek „ze środowiska”, bo zajmuję się i fansubingiem i skanlacjami, mogę tu potwierdzić tezę autora o aktualnym stanie skanlacji.

    Po padnięciu CentrumMangi wydania pojawiają się praktycznie albo na stronach poszczególnych grup tylko online (Grupa Hayate na przykład) albo online i/lub w formie downladu z różnej maści serwisów hostingowych. Tu też jednak muszę zauważyć, że polskie wydania coraz częściej trafiają też na portal MangaBat, na którym można zresztą znaleźć przekłady mang w wielu językach. Nie tylko angielskim, czy polskim.

  2. Bardzo dobrze napisany wpis! Brakowało mi waszych merytorycznych i naukowo – ciekawostkowych tekstów. Lekko się czyta i można dowiedzieć się naprawdę interesujących rzeczy, które pobudzają ciekawość. Brawo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *